Żadne z tych przeinaczeń nie uprawniało oczywiście Konopackiego do potraktowania przetłumaczonego wiersza jako własnego (oryginalnego) utworu poetyckiego, on jednakże tak właśnie postąpił, ani słowem nie wymieniając przy jego publikacji nazwiska właściwego autora. „Przeoczenie" polskiego tłumacza utrwalił z kolei Franciszek Salezy Dmochowski (sam również tłumacz wierszy Wiktora Hugo!), który skwapliwie przedrukował jego przekład w wydawanym przez siebie w Warszawie „Muzeum Domowym" (t. II, 1838, s. 282—85), jako „poezyją pana Szymona Konopackiego, znanego od dawna z rzadkich, lecz pięknych płodów swego pióra". Co bardziej jednak zadziwiające, tę samą omyłkę, co Dmochowski, popełniła w naszych już czasach Maria Straszewska, wytykając... Konopackiemu „sloganowe hasła" jego utworu, stanowiące jej zdaniem cały pozytywny „program społeczny" owego warszawskiego czasopisma (Czasopisma literackie w Królestwie Polskim w latach 1832—1848, cz. I, Wrocław 1953, s. 103), co było co prawda dosyć ciekawe, acz mało zrozumiałe.